Czy ACTA 2 to koniec wolności internetu?

Marek Wiński

W tym artykule chciałbym poruszyć temat, który wywołał sporą burzę w tamtym roku. Czy ACTA 2 to koniec internetu? Czy grozi nam ograniczenie wolności słowa i cenzura internetu? Tekst powinien zainteresować wszystkich, którzy publikują i korzystają z treści na Facebooku, Google/YouTube, Instagramie.

Co to jest ACTA 2?

„ACTA 2” to określenie stosowane do Dyrektywy Unii Europejskiej o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Oficjalnym założeniem ACTA 2 była ochrona interesów twórców i artystów w internecie. Orędownikami ACTA 2 były duże wydawnictwa prasowe oraz wytwórnie muzyczne i filmowe, co istotnie wpłynęło na kierunek projektowanych zmian. Pomimo szlachetnych założeń, rozwiązania zaproponowane w dyrektywie, w szczególności artykuł 11 i 13, wywołały szereg kontrowersji.

 

Co jest nie tak z artykułem 11?

Artykuł 11 ACTA 2 miał być ratunkiem dla wydawców prasowych. Popularne agregatory treści (np. Google News/Windows News) doprowadziły bowiem do drastycznego spadku sprzedaży prasy, w tym wydań internetowych. Zgodnie z art. 11 ACTA 2 wydawcom publikacji prasowych na terytorium Unii Europejskiej ma być zapewnione stosowne wynagrodzenie za korzystanie z ich publikacji prasowych w internecie. Od teraz Google, Facebook i wiele mniejszych portali będzie płacić tantiemy wydawcom prasowym za cytowanie fragmentów ich artykułów. Jedynie dzielenie się samymi hiperłączami do artykułów ma być wolne od opłat.

To rozwiązanie jest tylko pozornie słuszne i sprawiedliwe. Istnieje bowiem ryzyko, iż korporacje takie jak Google (Google News), Facebook czy Windows (Windows News – MSN) w ogóle wycofają usługi informacyjne z Unii Europejskiej, bo nie będą chciały płacić za agregowane treści. Taki przypadek miał już miejsce kilka lat temu w Hiszpanii. Gdy ustawodawca hiszpański nałożył obowiązek ponoszenia opłat za Google News (tzw. podatek Google), Google całkowicie wycofał usługę z Hiszpanii.

Wprowadzenie nowych zasad może też spowodować wymarcie wielu mniejszych portali agregujących zewnętrzne treści prasowe, gdyż nie będzie ich stać na finansowanie działalności (np. wykop.pl).

Wycofanie usług informacyjnych z Unii Europejskiej może oznaczać poważne zagrożenie dla serwisów informacyjnych, do których zasobów docieramy właśnie dzięki usługom takim jak Google News/Windows News/Facebook (np. Spider`s Web, Wirtualnemedia, NaTemat etc.).

Odpłatność za cytowania może zabić darmowe encyklopedie internetowe, na przykład Wikipedia. Przedstawiciele EU zapewniają, że darmowe encyklopedie internetowe nie będą musiały płacić za cytowania, ale w dyrektywie nie znalazłem takiego wyłączenia (wyjątek od zasady licencjonowania cytowanych treści dotyczy tylko instytucji badawczych, a Wikipedia ani inne podobne portale nie są instytucjami badawczymi).

Jak obecnie wygląda prawo cytowania cudzych utworów w internecie?

Internet, jaki znamy dotychczas, pozwala na publikowanie zapożyczonych (cytowanych) treści. Odpowiedzialność za publikowane treści ponosi użytkownik, który dokonał publikacji. Dostawca usługi informacyjnej (np. YouTube) ponosi odpowiedzialność za opublikowane treści dopiero od chwili uzyskania wiarygodnej wiadomości o jej bezprawnym charakterze (tzw. system notice and takedown). W praktyce chodzi tutaj o wezwanie do usunięcia bezprawnej treści, pochodzące od właściciela praw autorskich lub sądowy nakaz zablokowania dostępu do treści. W tym systemie portal społecznościowy nie ma obowiązku monitorowania publikowanej treści, gdyż odpowiada dopiero od momentu wezwania do jej usunięcia (brak cenzury prewencyjnej).

Pewnym krokiem w kierunku cenzury prewencyjnej jest wprowadzenie przez Youtube (Google) systemu rozpoznawania publikowanych treści (tzw. Content ID). System Content ID został wprowadzony w porozumieniu z największymi wytwórniami filmowymi i muzycznymi w celu ochrony ich repertuaru (Warner Brothers, Warner Music, Universal, Sony etc.). Content ID posiada skatalogowaną bazę utworów, które potrafi zidentyfikować wśród publikowanych materiałów. W przypadku wykrycia treści chronionych prawem autorskim, istnieją następujące możliwości:

    1. Blokowanie na całym świecie lub w niektórych krajach. Jeżeli co najmniej jeden z właścicieli praw autorskich nie zezwala na korzystanie z praw autorskich, film może zostać wyciszony lub być w całości niedostępny.
    2. Zarabianie. Jeżeli właściciel praw autorskich zdecydował się na zarabianie na tym utworze, filmie będzie nadal dostępny publicznie, ale mogą pojawiać się reklamy, z których przychody będą przysługiwały wyłącznie właścicielowi praw autorskich lub będą dzielone z użytkownikiem, który opublikował materiał. W ten sposób dochodzi do zawarcia pomiędzy użytkownikiem publikującym a właścicielem praw autorskich swoistej umowy licencyjnej. Właściciel praw autorskich zezwala na publikację pod warunkiem emisji reklam, z których cały przychód będzie przypadał jemu. W tym przypadku publikacja jest zgodna z prawem i obydwie strony są (powinny być) zadowolone.

Jednym słowem, rynek (np. Youtube) w porozumieniu z właścicielami praw autorskich (wytwórnie muzyczne, filmowe) samodzielnie wypracował rozwiązania pozwalające na zapewnienie uprawnionym podmiotom kontroli, ochrony i wynagrodzenia za korzystanie z ich praw przez osoby trzecie.

Ustawodawca unijny postanowił jednak zaingerować, idąc o krok dalej, i wprowadzić bezwarunkową odpowiedzialność serwisów internetowych za publikowane treści (artykuł 13).

Co jest nie tak z artykułem 13?

Cel tego przepisu był szlachetny - zapewnienie twórcom lepszej kontroli nad utworami oraz wynagrodzenia za ich używanie w internecie. Artykuł 13 wprowadza obowiązek stosowania systemów rozpoznawania treści do wszelkich treści publikowanych w internecie. Oznacza to, że platformy społecznościowe będą ponosić bezwarunkową odpowiedzialność prawną za wszelkie treści publikowane przez użytkowników. To rozwiązanie może zmusić platformy społecznościowe do „cenzury prewencyjnej”. Nie ma bowiem innego sposobu, biorąc pod uwagę skalę zjawiska (co 1 minutę na YouTube publikowane jest 300 godzin video). W praktyce może to doprowadzić do całkowitego zlikwidowania takich form wypowiedzi, jak:

    1) memy (kultowe zdjęcia, cytaty, anegdoty),
    2) remixy, mashupy i inne utwory wykorzystujące cudze sample lub bity,
    3) covery znanych piosenek w wykonaniu innych artystów,
    4) popularne wśród dzieci i młodzieży relacje z gry online,
    5) kanały/programy edukacyjne (z dziedziny muzyki, filmu, literatury) korzystające z cytatów,
    6) programy popularnonaukowe zawierające analizę publikacji naukowych (np. wyników badań opublikowanych w czasopismach popularnonaukowych),
    7) programy publicystyczne, satyryczne, bazujące na cytatach z wydarzeń bieżących oraz wypowiedzi osób publicznych,
    8) kanały/programy recenzentów książek, muzyki, filmów, oparte na analizie cudzych dzieł (np. znakomity „na gałęzi”).

Mając świadomość, że cenzura prewencyjna nie będzie się nikomu podobać, YouTube (Google) uruchomił akcję #saveyourinternet (por. https://youtube.com/saveyourinternet/). Celem akcji jest zachęcenie youtuberów do zbiorowego apelu o zmianę brzmienia artykułu 13 dyrektywy w taki sposób, aby przy zachowaniu prawa twórców i artystów do godziwego wynagrodzenia nie przenosić bezwarunkowej odpowiedzialności za publikacje na serwisy społecznościowe.

Czy ACTA 2 już obowiązuje?

Jeszcze nie. We wrześniu 2018 roku zaakceptowano projekt dyrektywy (w tym krytykowane artykuły 11 i 13) i przekazano do dalszych prac. Ostateczny kształt dyrektywy będzie teraz negocjowany z każdym z państw członkowskich UE. Potem dyrektywa będzie wdrażana do prawa krajowego przez każde państwo członkowskie EU.

Czy jest jakaś nadzieja, że nie dojdzie do cenzury prewencyjnej?

Teraz cała nadzieja w rękach państw członkowskich EU, które, po pierwsze, będą negocjować ostateczny kształt dyrektywy, a potem będą wdrażać dyrektywę do systemów prawa krajowego. Dyrektywa w obecnym brzmieniu dopuszcza pewną elastyczność i stosowanie środków proporcjonalnych do potrzeb. Tutaj istnieje przestrzeń do poszukiwania kompromisu między ochroną interesów właścicieli praw autorskich a wolnością słowa i zakresem dozwolonego użytku (dozwolonego cytatu) w internecie.

Czy ACTA 2 to naprawdę koniec wolności słowa w internecie?

Zmiany wprowadzane przez ACTA 2 idą w pewnym wyznaczonym kierunku. Unia Europejska chciała ukrócić dominację amerykańskich potentatów (Google/Facebook) na europejskim rynku cyfrowym. W grę doskonale włączyły się duże koncerny prasowe oraz wytwórnie muzyczne i filmowe, które chcą przywrócić „stary porządek” (z czasów tradycyjnej telewizji, radia, płyt CD, DVD etc.). Widać tutaj wyraźne dążenie do „czyszczenia” internetu i kontroli publikacji. Niezależnie od tego, czy będzie to ACTA 2 czy też ACTA 3, wcześniej czy później internet nie będzie już taki sam (a wódka taka zimna i pożywna). Zmierzamy w kierunku „czyszczenia” internetu z treści zapożyczonych (fair use). Internet ma stać się przestrzenią zamkniętą, kontrolowaną przez wydawców prasowych oraz wytwórnie muzyczne i filmowe. W tej przestrzeni utrzymają się jedynie silne podmioty, które będą produkować własne treści lub będą w stanie płacić za licencję od cytowanych treści. Dostęp do prasy i wiadomości codziennych będzie reglamentowany. Będziemy płacić za konsumpcję informacji, wiedzy i rozrywki pieniędzmi lub przymusowymi reklamami. YouTube będzie przypominał bardziej obecny Netflix niż – jak dotychczas - przestrzeń wolności słowa i wypowiedzi. Kanały edukacyjne, popularnonaukowe i recenzje z różnych gałęzi sztuki przeniosą się na zamknięte platformy z płatnym dostępem.

Dział: Prawo autorskie

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Skontaktuj się z Kancelarią Prawa Gospodarczego Wiński

Kontakt

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
T. (+48) 71 79 400 90
F. (+48) 71 79 400 91
T. (+48) 22 122 88 42

godziny

Pn - Pt: 900- 1700
Sb - Nd: nieczynne

Wpisz swoje imię
Nr telefonu
Wpisz swój adres email adres email niewaściwy
Wpisz swoją wiadomość

Administratorem Twoich danych osobowych jest Kancelaria Radcy Prawnego Marek Wiński z siedzibą przy ul. Partyzantów 101/4, 51-679 Wrocław. Podanie danych jest dobrowolne, ale konieczne do obsługi zapytania ofertowego. Masz prawo do wglądu, poprawiania i żądania usunięcia danych. Więcej: Polityka prywatności

Biuro Wrocław

ul. Leszczyńskiego 4 lok. 80
50-078 Wrocław

filia warszawa

ul. Mokotowska 1
00-640 Warszawa